- Proszę tu przysłać Rachelę
„— Proszę tu przysłać Rachelę! — rozkazał. Rachela zeszła natychmiast.
— Ach to ty, FouRoux, czego chcesz
— Przyniosłem ci coś.
—Mnie... Upominek! Jak to ładnie z twojej strony.
— Przechowaj to starannie. To pamiątka po mnie.
— Co to takiego
— Rozpakuj, a zobaczysz.
Rachela odwinęła papier. Zdrętwiała z przerażenia, wpatrywała się w ucho. Potem zemdlona upadla na kamienne płyty.
Vincent odwrócił się i wyszedł. Dotarł do żółtego domu, wszedł i położył się do łóżka.
Kiedy Gauguin nazajutrz o wpół do ósmej rano zjawił się pod żółtym domem, zastał tu podnieconą gromadę ludzi. Roulin, zrozpaczony, łamał ręce.
— Co pan zrobił ze swym kolegą, panie — zagadnął go surowym tonem jakiś człowiek w kapeluszu kształtu melona.
— Nie wiem.
— Ach tak... Pan wie bardzo dobrze... On nie żyje. Gauguin stał długą chwilę nic nie rozumiejąc...
Tłum utkwił w nim oczy, jak gdyby chciał go przebić ostrymi ciekawymi spojrzeniami. Nie mógł oddychać.
— Chodźmy razem na górę, monsieur — wyjąkał wreszcie. — Zobaczymy.
W dwóch dolnych pokojach na podłodze leżały mokre ręczniki. Schody, wiodące do sypialni Vincenta, były zbroczone krwią.
Na łóżku owinięty w prześcieradła leżał Yincent, skurczony jak kurek strzelby. Zdawał się martwy. Delikatnie, leciutko dotknął Gauguin ciała. Było ciepłe. Nagle odzyskał energię i przytomność umysłu.“(8)