A panna dEspard odpowiada
„A panna dEspard odpowiada — Co z tego kiedyś będzie, nie wiem, ale dotychczas nic nic jest.
Coby zresztą być mogło Nie, z tego nic nie będzie.
Ale Daniel tymczasem ziewnął parę razy, a znak to, że jest głodny, spogląda też na słońce i daje do zrozumienia, że pora obiadowa nadeszła. Podczas gdy zdążają w stronę domostw, pyta Daniel, jakto tam jest w sanatorjum, zapewne wystawnie
— 0 tak. Owszem. Wprawdzie nie tak, jak zagranicą, ale.
—Słyszałem, że przyjechała angielska księżniczka
Panna dEspard nie ma snać nic przeciw temu, aby mieszkać pod jednym dachem z księżniczką, więc odpowiada — Tak mówią.
— Tak, że też to pałac i dwór królewski mógł powstać z tego starego szaletu, —mówi Daniel i trzęsie głową. I znów poczyna wykładać, że jemu to pierwszemu czynili propozycję i jego to halę chętniej woleliby kupić. Nie zdaje się żałować, że trzymał się hardo i nie sprzedał, ale niech sobie ludzie wiedzą, że najpierw upatrzyli na sanatorjum samą Torahuzę, las i górę. Oczywiście. Bo tu jest to prawdziwe miejsce. Tam na hali sąsiedniej są tylko same nagie góry i wiatry pomocne.
Gospodyni przyjmuje ich oświadczeniem, że Daniel zmuszony będzie spożyć jadło w nowej izbie, była to zimna kasza, zimne mleko, zimne kartofle, śledź, nic nie mogła ugotować, obcy pan spał dotąd w izbie, gdzie jest ognisko.“(16)
<<<< W kraju trwał nie tylko
|