Z nocy-Jeszcze przed sekundą

materace lateksowe Wrocław |kosztorysanci |Kredyt mieszkaniowy

„Z nocy
Jeszcze przed sekundą, leżąc na wznak, myślałem. Nie poczułem, jak na krawędzi snu jedno z pomyślanych słów zaczęło się upodabniać do paczki, a ja stawać się jeszcze kimś prócz siebie — kimś w przejmujący sposób bliskim, a zarazem niejasnym i przelotnym. Wiązałem paczki sznurkiem i przenosiłem je w kąt pokoju, gdzie stało łóżko. Słyszałem ryk morza, chodziło zdaje się o to, by papier nie zamókł i nie rozpadło się wiadome słowo, które powinno mi wyjaśnić, co się działo ze mną w latach nieobecności. Byłem ostrzyżony do skóry, z siwą kryzą zarostu na policzkach i mocno wychudły. W podobnym stanie jak on, gdy półtora roku przed wybuchem wojny wrócił o świcie do domu i zaczął z siebie zrzucać zawszoną bieliznę. Czułem tę dwoistość w sposób naturalny, byłem sobą i nim, nim i sobą, mieliśmy zanieść paczki do przechowalni. Mówiłem — To dla ciebie za ciężkie, podźwigniesz się. — Bo wiatr chwilami nas rozplatał i wtenczas stawałem się z powrotem mną, a on sobą. Wtedy kładł się w ubraniu na rozgrzebanym łóżku i zasypiał, ja zaś liczyłem paczki. I nagle przypomniałem sobie, że w kieszeni mam list od kobiety, z którą od dawna byłem rozwiedziony i która zachowała dla mnie od
robinę litości. W huku morza tekst brzmiał niewyraźnie, lecz znałem tę kobietę tak dobrze (jej roztargnienie i niedokładność uczuć...), że mogłem go odczytać przez kieszeń. Oczywiście, to ona przysłała mi sznurek. Nie czytając, widziałem pośpiesznie kreślone zdania na poliniowanej kartce wydartej z zeszytu «...zawsze mówiłam, że przywiązujesz za dużą wagę do — i za wiele spodziewasz się od — Boże, jaki musisz być zmęczo — jeśli nareszcie się zdecydowałeś, mój bieda — uważaj, żeby się sznurek nie zmoczył.» Tak, to ona. Tylko ona mogła się domyślić, że naprawdę się zdecydowałem powiązać słowa w paczki, zanieść do przechowalni i wystarać się o ciężkie, zabłocone buty, które gdzieś czekały na ten dzień. Wiatr się uspokajał, budziłem ojca. — Zostań tu — dotykałem pościeli — czekaj na mnie, tylko nie idź do „Loursea". —j Nie ruszał się, zerwałem kołdrę, nie było go, szedłem po suchym asfalcie, w matowy dzień, przewyższając tłum moją ostrzyżoną, siwą głową, śpieszyłem się po buty, które zostały w dawnym mieszkaniu koło Wyścigów Konnych. Otworzył mi drzwi, jak zawsze, kiedy się spóźniałem — Znowu jesteś mizerny! — Trzymał je w ręku. Duże, o grubych, spękanych podeszwach i wojłokowych cholewach. Naciągnąłem je i wpuściłem do wewnątrz nogawki spodni. — Czy to naprawdę dziś — spytał połyskując monoklem. — Tak — zapewniłem — wszystko spakowane, szpagat przysłała mi... — Dadzą ci psy — przerwał, nie lubił jej imienia — a w zimie kożuch. Spędziłem tam dwadzieścia cztery lata, chodzi tylko o to, żeby w nocy nie zasnąć. — O której mamy pociąg — Znowu byliśmy mną, znów czułem osobliwą współobecność jego we mnie i mnie w nim — i pojmowałem jasno, że sznurek, który miałem zarzucić mu na szyję, był szarfą. Więc wiedział o tym! Pamiętał, jak zacząłem płazować konie i krzyczeć do stangretów, żeby odjeżdżali, patrzył na mnie przez szkło karety («...niestrzyżsiękrótkopowiedzążeśjakobinwszędziesiękręcąjejagenci...»), uśmiechał się z wdzięcznością, przechował dla mnie buty, ukrywał je tyle lat — zaraz, za sekundę się dowiem, co robił, gdzie był przez te lata targane wściekłym wiatrem, wysadzającym szyby z okien —“(9)

<<<< - Proszę tu przysłać Rachelę | Ale zupełnie nową powiedziałbym >>>>

Buty damskie |Wały uprawowe |budowa sklepu internetowego