Z zapałem przystąpiliśmy do dzieła
„Z zapałem przystąpiliśmy do dzieła. Celował w tym młody lotnik, podporucznik Stefan Wujastyk, który w krótkim czasie potrafił znośnie rozmawiać po angielsku.
Niezależnie od nauki języka zainteresowałem się życiem skorpionów. Było ich wszędzie pełno. Pod kamieniami, w szczelinach murów i w różnych, najbardziej niespodziewanych miejscach. Ten paskudny pajęczak podobny do chudego raka ze szczątkowymi szczypcami, żwawo biegał na 3 parach odnóży. Spotykało się tu skorpiony żółte i czarne z wysoko wzniesionym, zagiętym jak sprężyna ogonem zaopatrzonym w wydatny kolec jadowy. Te czarne należały do rzadkości. Podobno ich ukłucie bywało zazwyczaj śmiertelne.
Wiedziałem z opowiadań, że skorpion otoczony wieńcem płomieni, których nie może sforsować, wali jadowym kolcem we własny kark i w ten sposób sam się uśmierca. Pragnąc sprawdzić, ile w tym prawdy, chwytałem skorpiony i umieszczałem pośrodku wianuszka płonącego sznurka. Żaden nie próbował nawet przejść przez płomienie, lecz żaden też na moich przynajmniej oczach nie popełnił samobójstwa, wszystkie przeżyły i wróciły na wolność.
„Ale zemsta, choć leniwa, nagnała cię w nasze sieci..." mogłyby powtórzyć za diabłem z ballady o Pani Twardowskiej ocalałe pajęczaki. Gdy bowiem pewnego dnia wsunąłem rękę do stojącego pod ścianą chlebaka, przyczajony w nim skorpion walnął mnie kolcem w dłoń. Nie pamiętam, czy był czarny czy żółty, wiem tylko, że ukłucie piekło jak wszyscy diabli. Popędziłem do obozowej izby chorych. Dano mi zastrzyk, lecz i tak gorączkowałem mocno chyba trzy dni. Od tej chwili, nim wsadziłem gdzieś rękę, starannie sprawdzałem, czy nie siedzi tam skorpion, skolopendra bądź jadowita tarantula . To samo czyniłem na wszelki wypadek z pościelą przed ułożeniem się do snu.“(4)